Nad poziomem morza

  Kiedy patrzę na jego twarz, widzę zmarszczki narysowane przez wiatr. Przyprószone siwizną policzki. Niebieskie oczy, które zobaczyły więcej, niż potrafię sobie wyobrazić. Ciemne łuki brwi, kontrastujące z bielą włosów. W jego obliczu rysują się ślady przebytych kilometrów, odbicia miejsc, w których bywa.

W rodzinnej miejscowości znają go już chyba wszyscy. Sympatyczny dziadek, którego często można spotkać na ścieżce rowerowej. Zawsze gotowy do rozmowy, dla każdego znajduje czas i z każdym potrafi znaleźć temat. Zna twojego tatę, brata, dziadka, twoją mamę, ciocię, koleżankę z klasy… zazwyczaj dzięki temu, że przez wiele lat uczył w lokalnym liceum. - Jak tam Ola? – pyta, jak zawsze, o moją siostrę, która była jedną z najlepszych uczennic w jego klasie. Zapamiętał ją bardzo dobrze, tak jak większość osób, z którymi zetknął się w szkole. Od dobrych paru lat jest już na emeryturze, a z fizyką pomaga teraz tylko własnym wnukom. Największa przygoda jego życia trwa jednak nadal, od ponad pół wieku. Składa się na nią niezliczona ilość przebytych kilometrów, wycieczki na kilka kontynentów, do kilkunastu krajów, na setki szlaków.


Wysokie priorytety

 Pan Heniu chodzi po górach. Nie może tego robić na co dzień, bo mieszka na wybrzeżu, ale kiedy tylko ma na to czas i pieniądze, wyjeżdża daleko ponad poziom morza. Pierwsze szczyty zdobywał Karkonoszach, dokąd jeździł jako opiekun kolonii organizowanych przez stocznię w Gdyni. Po raz pierwszy wyjechał w góry gdy miał dwadzieścia lat, zatrudnił się jako wychowawca ponieważ rodziców nie było stać na to, by pomagać mu finansowo, a później… później nie potrafił już z tego zrezygnować.– Wtedy wydawało mi się, że Karkonosze są najpiękniejsze. Nie wybierałem się w ogóle w inne góry. Szwagierka nie raz pytała mnie, dlaczego jeżdżę tylko tam, a ja miałem dla niej jedną odpowiedź: nie ma ładniejszych gór. Parę lat później wziął udział w większym projekcie. Był wtedy przez 6 lat wychowawcą jednej klasy – najpierw w zawodówce, później w technikum. To pozwoliło na uczestnictwo w siedmioletnim rajdzie po schroniskach na rodzimych szlakach.– Na ten siódmy rok pojechało już tylko kilka osób z mojej klasy, ale dołączyli do nas inni uczniowie. No i… przeszliśmy całe polskie góry! Od Świeradowa aż do Bieszczad. Z początku oczarowany Karkonoszami, zmienił po kilku latach swój główny cel wyjazdów na Tatry. Zafascynowany malowniczością dolin i niezrównaną panoramą ze szczytów, do tej pory nie ma dość tych widoków. Teraz na pytanie, które góry w Polsce uważa za najładniejsze w Polsce, odpowiada:– No dla mnie Tatry. Tatry, choć bardzo ładne są też Karkonosze. Ale Karkonosze są dla takich ludzi, którzy za wysoko nie chodzą.


Alpinista z długim stażem

 Pierwsze trzydzieści lat to była rozgrzewka. Przez ten czas pasja trzymała się w ryzach ojczystych i przygranicznych gór, które pan Heniu poznał na wskroś dzięki niezliczonym wycieczkom. Jego zapał udzielał się także osobom w jego otoczeniu – udało mu się zaangażować w turystykę górską uczniów i kadrę liceum, w którym był nauczycielem. Zapoczątkował tradycję corocznych wyjazdów w Tatry i do tej pory bierze udział w tych wycieczkach jako ich nieodłączna część i niezbędny przewodnik. Trzyma swoje tempo. Nie widzi sensu w wysiłku za wszelką cenę. Młodzież goni, spieszy się na szczyt, spieszy się do doliny, do ośrodka. Pan Heniu idzie wolniej. Podpierając się na kijkach trekkingowych (kiedyś nie potrafił z nimi chodzić, dziś nie potrafi chodzić bez nich), przemierza szlaki ciesząc się każdą chwilą wspinaczki. Mijane osoby pyta, czy pochodzą z Wejherowa, jego rodzinnej miejscowości. Obcych ludzi wybiera na towarzyszy w drodze na szczyt i opowiada im o swoim życiu. Dzięki temu poznał na przykład przewodnika tatrzańskiego, Krzysztofa Kosińskiego, który zaproponował mu pierwszy wyjazd w Alpy. W pięćdziesiątym drugim roku życia pan Heniu został Alpinistą. Zdobył wtedy Mont Blanc, Dôme du Goûter i Gran Paradiso.



Senior na szlaku

 Do wyjazdów w góry szykuje się codziennie. Każdego dnia przejeżdża na rowerze ok. 80 km, do tego dużo spaceruje. Prowadzi czynny tryb życia, bo nie widzi dla siebie innego planu. Kiedy niegroźny wypadek na jakiś czas ograniczył jego przejażdżki, nie wiedział, co ze sobą począć.– Z rówieśnikami nie mam kontaktu, bo nie mam z nimi o czym rozmawiać. Ci, co ze mną są na stałe, to ci, którzy chodzą po górach. Od paru lat na wycieczkach w których bierze udział ma dwa cele: zdobyć szczyt i być najstarszym człowiekiem, który ten szczyt zdobył. W 2012 roku wszedł na Jebel Toubkal w Atlasie wysokim.– Okazało się, że najstarszy człowiek, który tam był przede mną, to 65-letni były Himalaista. No a ja w tym dniu miałem ukończone 72 lata, 2 miesiące i 9 dni.


Czasem trzeba się wycofać

 Wiek ani kondycja fizyczna nigdy nie były dla niego problemem. Największą przeszkodą są zazwyczaj warunki pogodowe. Turysta górski musi zwracać na nie uwagę nie tylko u podnóża góry, ale i przewidywać, co go spotka na jej szczycie. Musi zdawać sobie sprawę ze stopniowego ochładzania się powietrza, nasilającego się wiatru, obniżającego się ciśnienia. Przede wszystkim musi jednak wiedzieć, jak te zmiany wpłyną na niego. Niejednokrotnie bowiem godzinna odległość od szczytu okazuje się trasą nie do przebycia z powodu pogody.– Mnie ciągle ciągnie Ameryka Południowa. W 1998 roku pojechałem na Aconcaguę no i tam zabrakło mi sto metrów do szczytu, no ale pogoda nie puściła naszej grupy no i wycofaliśmy się. W tym czasie zginęło w tamtych okolicach 9 osób. Pan Heniu nie planuje na razie rezygnacji z górskich wspinaczek. W tym roku problemy ze zdrowiem przesunęły jego wyprawę na Ararat, jednakże kiedy tylko wrócił do formy, poprosił syna o pomoc w znalezieniu dobrej oferty wyjazdu. Z raz postawionego sobie celu nie zamierzał bowiem rezygnować.– Artek znalazł mi kurdyjski zespół, z którym zdecydowałem się pojechać na tę wycieczkę. Jak się później okazało – był to świetny wybór, a wyjazd do miejsca, w którym osiadła Arka Noego uważam za bardzo udany. Szczyt Araratu zdobyłem w dniu urodzin mojej nieżyjącej żony.  Pewnie wspierała mnie z góry.



Nie dla każdego

 Życiowa pasja może przybrać różne formy, dla każdego odznacza się innymi doświadczeniami i w każdym wywołuje inne emocje. Pan Heniu znalazł swoją ścieżkę kiedy miał dwadzieścia lat i ukształtowała ona całe jego dorosłe życie. Swoją miłość do gór przelał na wiele osób – rodzinę, uczniów, znajomych. Ten łańcuch nie ma końca, bo każdy zainspirowany przez niego, przekazuje tę pasję dalej.– Cieszę się, że nie wszyscy, którzy przyjeżdżają do Zakopanego, wybierają jako swój pierwszy cel Krupówki. Ja szanuję tych, którzy na pierwszym miejscu stawiają góry. Bo góry uczą charakteru, wytrzymałości, stanowczości, dyscypliny. Człowiek, który nie jest konsekwentny, nie wejdzie na szczyt. Czasem spotykają nas problemy, ale trzeba zacisnąć zęby i wejść. Po górach chodzą ludzie ambitni, którzy dążą do celu i nie rezygnują z niego.
– Moja znajoma powiedziała mi kiedyś bardzo prawdziwą rzecz: ludzi można podzielić na dwa gatunki: tych, którym się nigdy tej pasji nie wytłumaczy i tych, którym nie trzeba tego tłumaczyć.

No comments:

Post a Comment